środa, 2 września 2015

Sceny wycięte

TRAoD 2 ver. 2 z początku zmierzało w innym kierunku niż by się zdawało. 
Lara domyśliła się, że Karel podszywa się pod Kurtisa. Karel nie próbował jej opętać. Była więziona, ale na lepszych warunkach niż Kurtis, bo pozostawała ulubienicą Karela. Razem planowali przerwanie ceremonii wybudzenia Śpiącego. 

Opublikowane tu "bonusy" zarysowują akcję nieco odmienną od tej, jaka powstała. To pierwotna wersja fabuły. 

BONUS I – Karel ujawnia się. Lara nie zostaje opętana.
- Niełatwo było to wszystko utrzymać w tajemnicy – oznajmił Karel Larze. Ta cofnęła się o krok. W jej oczach dawno już nie było zaskoczenia, pozostała tylko czysta nienawiść. – Ale byłem pewien, że się nie zorientujesz. W końcu za krótko go znasz, by dostrzec zmianę. Chciałaś dowodu, że istniejemy oddzielnie? Więc ujrzałaś nas razem. I ponawiam moją propozycję.
            Croft cofnęła się jeszcze trochę, byle jak najbliżej drzwi.
            - Wybacz, nie skorzystam – odpowiedziała grzecznie. – Ale po co zadałeś sobie tyle trudu? Nie mogłeś dalej być sobą i ponawiać tej propozycji?
            - Nie wierzyłaś w moje intencje. A Trent… Może utrudniało sprawę to, że już raz zasiałem w tobie niepokój i nie ufałaś Trentowi od tego czasu. Dlatego rozwiałem twoją wątpliwość. To ta osoba, której zaufałaś po śmierci Wernera. Także nie miałaś wątpliwości co do Winstona. Ale wiedziałem, że staruszka nie zabierasz ze sobą… a ja musiałem z tobą wszędzie jeździć.
            - Właśnie. Sanglif, Woda Oczyszczenia… To niegłupie. Ale nikt nie zdobyłby mojego zaufania, zadając się z małoletnią, a potem próbując mnie zgwałcić – dodała obojętnie.
            - Tak, straciłem trochę panowanie nad sobą, jak ujrzałem cię z Łukę. Pomyślałem, że potem nie będę miał szans…
            - Katję tylko wykorzystałeś, prawda? A potem zabiłeś.
            - To był wypadek. Po tym, jak odeszłaś… zrozumiałem, że mogę cię utracić na zawsze. Dlatego przywołałem oddział i kazałem wszystko zrobić tak, jak chciałem. On miał strzelić w twoją stronę, ja miałem zakryć cię własnym, a właściwie Kurtisa, ciałem… nie udało się.
            - Sanglif to potęga, Woda – ostateczna broń. Jestem przegrana, prawda?
            W tym momencie drzwi za nią otworzyły się, podobnie, jak i te naprzeciwko niej. Mnóstwo ludzi z bronią wpadło do pomieszczenia, nim Croft zdążyła się zorientować.
            - Przegrałaś, Laro – powiedział Karel. – Przed chwilą, gdy odmówiłaś.
            Podszedł do niej i pocałował w czoło.
            - Ostatnie życzenie? – zapytał szeptem.
            Przytaknęła.

BONUS II – Lara domyśliła się, że Kurtis to Karel, ale nie był nim przez cały czas
Pierwszą syreną alarmową była nagła decyzja Kurtisa o wyjeździe do Petersburga.
Nigdy dotąd nie wspominał o Wodzie Oczyszczenia. Skąd nagle przyszło mu do głowy, by jechać jej szukać i to nie szybkim, wygodnym, sprawdzonym środkiem transportu? Dlaczego przestało mu się zależeć na czasie?
W niepokój wprawiło ją dziwne zachowanie współpracownika w czasie podróży na prom. Ta mrukliwość, upartość, cierpliwość… Znała go zaledwie kilkanaście dni i nie miała pojęcia, czy zmienność nastrojów nie jest dla niego czymś normalnym.
 Podejrzewała, że… Kurtis nie jest Kurtisem, ale brakowało jej dowodów i motywów.
O bezczelności, chamstwie czy może niesamowicie głębokim uczuciu świadczyło jego zachowanie na balu. Po tym, jak uwiódł Katję, Lara była pewna, że to po prostu stawianie sobie kolejnych celów, których nie osiąga i dlatego, na pocieszenie, obniża poprzeczkę.
A ostatnia noc na promie, gdy zabił Katję, jakby ocuciła Croft. Czy ten Kurtis byłby w stanie to zrobić? Pomogły zeznania pokrzywdzonej dziewczyny. Hipnotyzowanie. W sumie mógłby je wykorzystać wcześniej.

BONUS III – Lara, zgodnie ze swoim ostatnim życzeniem i za zgodą Karela, odwiedza Kurtisa w jego celi, by z nim porozmawiać i przekazać mu broń. Karel każe przyprowadzić więźniów na ceremonię ożywienia Cubiculum.
Drzwi celi otworzyły się.
            - Masz gościa – oznajmił uprzejmie strażnik Kurtisowi, wprowadzając do środka Croft.
- Kurtis – wyszeptała dziewczyna, niepewnie podchodząc do niego i łapiąc go za rękę. – Przepraszam, ale za późno… Ja nie wiedziałam… wiedziałam…- Z zewnątrz dochodził rozbawiony głos strażnika, rozmawiającego z kimś. Croft wykorzystała chwilę nieuwagi i przekazała najważniejsze informacje szeptem. – Mam to, co potrzebne. Nie przegramy. Karel o tym nie wie…
Trent kiwnął głową w sposób zadziwiająco obojętny. Lara zorientowała się, dlaczego – równolegle tocząca się rozmowa ucichła i strażnik słyszał każde ich słowo.
- Karel pozwolił mi przyjść – oznajmiła.
- Wspaniałomyślny – wysyczał Kurtis. – Nie jest zazdrosny?
Lara rzuciła mu porozumiewawcze spojrzenie i znacząco kiwnęła głową w kierunku drzwi; obawiała się, że strażnik jest „cenzorem” i z pewnością nie pozwoli źle wypowiadać się o swoim dowódcy.
- Nie mamy szans – powiedziała Lara. Zdała sobie sprawę, że wciąż trzyma dłoń chłopaka, więc prędko ją puściła. Spuściła wzrok i wygrzebała z kieszeni spodni metalowy odlew dziwnego, okrągłego kształtu oraz małą buteleczkę z czerwoną zawartością. Stanęła dokładnie plecami do drzwi, wobec czego strażnik nie mógł zobaczyć, co dziewczyna trzyma w dłoniach. – Karel zabrał Sanglif – uniosła prawą rękę – tę z odlewem. – I Wodę Oczyszczenia. – podniosła lewą rękę, w której trzymała buteleczkę. – Za późno się zorientowałam. A przecież mogłam… Nie był tobą… a ja nawet nie pomyślałam, że to możesz być nie ty… Bo on rozwiał moje wątpliwości, gdy zobaczyłam was równocześnie…
- Wiem – wymamrotał Trent, patrząc na przedmioty. Zrozumiał przesłanie jej wypowiedzi: dokładnie odwrotne od tego, jaki sens miały słowa.
- Kończycie? – rozległo się od strony drzwi uprzejmy głos strażnika.
- Tak – potwierdziła Croft. – Jeszcze chwila.
Zrobiła krok w stronę chłopaka. Stała chwilkę niezdecydowana, aż wreszcie objęła go i przylgnęła do niego. On niepewnie odwzajemnił uścisk. Zadziwiające, ale dla obojgu ten bliski kontakt dodawał otuchy i żadne nie chciało go przerwać. Ale…
To tylko strategia… strategia… muszę przecież jakoś przekazać mu Sanglif i Wodę, nie wzbudzając podejrzeń strażnika, który pewnie nas obserwuje… A to był jedyny sposób, jaki przychodził mi do głowy…
- Koniec spotkania – oznajmił pilnujący celi, otwierając drzwi.
- Powodzenia – szepnęła tuż koło ucha Kurtisa i opuściła ręce, wkładając do jego kieszeni dwa przedmioty. Odsunęła się od niego.
- Zostawisz mnie tu? – zapytał cicho.
- Wystarczająco tu nabałaganiliśmy – odmruknęła. - Nie mamy wyboru – dodała głośno, muskając ustami jego policzek.
Opuściła pomieszczenie wraz ze strażnikiem.
Kurtis został sam. Opadł na łóżko i rozszyfrowywał ostatnie zdanie, co nie było łatwe, bo wciąż czuł przy sobie jej ciało… moment, o którym marzył tyle czasu, który trwał wbrew nadziejom tak krótko, a miał być może starczyć na całą wieczność.
Otrząsnął się i doprowadził do porządku.
Parę tygodni temu to ona pytała, czy ma zamiar zostawić ją w zamknięciu, a on napomknął coś o bałaganie. Teraz było odwrotnie. Ale miał pewność, że ona wróci. Tylko jak i kiedy?    
- Pan Karel wzywa wszystkich bezzwłocznie!
            Otworzono drzwi wielu, wielu cel. Na każdego więźnia przypadało dwóch strażników. Wśród prowadzonych korytarzem był Kurtis. Szedł ostatni i niespecjalnie pilnowany przez strażników. Mimo to nie próbował się wyrwać. Nie chciał tym razem liczyć na szczęście. Nie wiedział nawet, którędy mógłby uciec. Wierzył, że Lara ułożyła jakiś plan.
           
            Tymczasem Croft siedziała w innej części podziemnego więzienia, w sektorze dla kobiet. Zupełnie straciła rachubę czasu, jej cela nie miała okna, więc dziewczyna nie potrafiła określić nawet, ile czasu tu siedzi. Wiedziała, że sporo, bo zdążyli już przynieść kilka posiłków, które przyjęła z niespodziewaną wdzięcznością.
            Mimo że minęło być może kilka dni, odkąd przekazała Kurtisowi tajemną broń, była pewna, że zdecydowanie za krótko trwało to uwięzienie. Mimo tak długiego czasu, nadal nie obmyśliła planu działania. Jak twierdziła, zawsze lubiła improwizować. Niemniej miło skorzystać z jakichkolwiek informacji.
            Gdy więc otworzono drzwi jej celi i strażnik nadzwyczaj uprzejmie poinformował, że „Pan Karel prosi o przybycie”, niemal wpadła w panikę. Przekonała samą siebie, że szczęście zawsze miała i nigdy nie zawiodła się na improwizacji.




BONUS IV – Lara prosi Jitkę o przekazanie wiadomości Kurtisowi       
            - Powiedz mi, Jitko… czy macie tu więzienie?
            Dziewczyna nie dała po sobie poznać, jak zaskoczyło ją pytanie. Zresztą, czy wcześniej nie pytano jej o wiele dziwniejsze rzeczy?
            - Tak – potwierdziła.
            - Daleko?
            - Tak. Trzeba przejść biosferę, sanatorium… - wyliczała.
            -  Dobrze. Czy możesz przekazać komuś wiadomość?
            - Więźniowi?
            - Tak.
            - Mogę.
            - Nie chcę, by pan Karel się o tym dowiedział.
            - Rozumiem.
            - Zostawię list wieczorem między framugami, pod drzwiami. 

BONUS V – Lara odmawia Kurtisowi, ale panuje nad sobą
            Stała, opierając się o szafkę. Na zewnątrz było ciemno, w kuchni paliło się światło – Croft widziała swoje odbicie w szybie okna przed sobą. W nim też dostrzegła, że Kurtis powoli podchodzi. Po chwili ujrzała jego ręce nie tylko w okiennym odbiciu – oparł dłonie o blat kuchennej szafki. Stał tuż za nią, przytulony do jej pleców. Nie mogła się wyrwać, ani nawet odrzucić w tył głowy, gdy zaczął całować jej szyję. I za nic nie potrafiła zapanować nad przyspieszonym oddechem i rozszalałym tętnem.
            - Chyba w wielu kwestiach próbowałaś nas oboje oszukać – stwierdził. Czuła ciepły powiew przy swoim uchu, gdy mówił, i ta kolejna oznaka bliskości jeszcze bardziej wyprowadzała ją z równowagi. – Nie czujesz, tak? A to? Nic?
            Palcami dotknął przegubu jej ręki. Pod cienką skórą bez trudu dało się wyczuć przyśpieszony i mocny rytm.
            Powiódł ręką w górę, na wysokość łokcia, obie dłonie przeniósł na jej brzuchu. Zataczał nimi coraz szersze kręgi, wbijając się palcami w skórę. Ostrożnie podwinął bluzkę.
            - Karela nie ma – wyszeptał obok jej ucha. – Więc czego się boisz? Nie oszukam cię.
            „Nie oszukasz” pomyślała. „Ja oszukam ciebie. Nikt nie jest dla mnie wyjątkowy, byle ze mną wytrzymał. W sumie wszystko mi jedno, kto jest obok. Dlatego próbowałam uwieść Łukę, dlatego dałam się przelecieć Karelowi…”
            - Kontrolował cię cały czas, nie byłaś sobą – powiedział Kurtis. Objął ją mocno. Czuła jego głowę na swoim ramieniu.– Mnie też wszystko jedno, co będziesz o mnie myśleć. Tylko nie traktuj mnie jak śmiecia, chociaż udawaj. A ja będę udawał, że o tym nie wiem, i może uda  nam się naprawdę… że to prawdziwe…
            - Skąd to wiesz? To, o czym myślę? W ten sposób zaplanowałeś atak, gdy byłeś w celi, tak? Możesz nie podsłuchiwać moich myśli?
            - Nie słyszałbym, gdybyś nie rozmyślała tak intensywnie i głośno. Krzyczysz o tym. I wrzeszczysz, odkąd cię znam, błagając los, by zesłał ci kogoś, dla kogo nie musiałabyś się zmieniać. I od dłuższego czasu zastanawiasz się, dlaczego gdy myślisz o tej kwestii, zawsze nasuwa ci się „ten Trent”.
            - I – dodał po chwili, rozluźniając uścisk. – że źle zrobiłem, że ci to wszystko powiedziałem, bo nie możesz być z kimś, kto tak narusza twoją prywatność.
            Odsunęła od siebie jego ramiona. Wyswobodziła się, odeszła kawałek, wycofała do wyjścia, nie spuszczają z niego wzroku, choć nie odwrócił się, wpatrzony w swoje – teraz samotne - odbicie w szybie.
            - Właśnie tak – oznajmiła. – I nie wierzę, że nigdy byś nie zranił. Czasem zawsze jest źle, bez względu na wybór. Teraz też tak będzie, ale ja nam daję szansę, że będzie do zniesienia.
            Wyszła z kuchni, a Kurtis jeszcze dłuższy czas stał, przyglądając się swemu odbiciu. Aby wmówić sobie, że właśnie tego się spodziewał, teraz chociaż ma pewność, że najwyższy czas zająć się poważnym życiem przywódcy Zakonu Światła – wziął zrobione kanapki i przeszedł do jadalni. Udawanie normalności szło mu nieźle, dopóki jedzenie nie poleciało w różne strony sali, a talerz nie roztrzaskał się o ścianę. sam Trent potrafił tylko położyć przedramiona na stole, ułożyć na nich głowę i tak siedzieć cały wieczór.

Istniał także Bonus VI, lecz został wykasowany. Była to scena między Larą a Karelem, gdy on na dobre wprowadzał w jej ciało demona. No, wiecie, o co chodzi :) Ale nie mogę tak często pisać scen erotycznych, jak robię to ostatnio… to źle działa na psychikę. A wszystko przez Doriana Graya!

sobota, 22 grudnia 2012

Posłowie




Kochane,

Koniec świata wydawał mi się czymś… nieprawdopodobnym, ale jednak muszę przyznać, że w podświadomości ciągle myślałam: co by było, gdyby dziś miał być koniec świata?
Największym okrucieństwem byłoby pozostawić czytelników w niepewności co do zakończenia opowiadania, na które czekają od lipca!

Z trudem przyszło mi zakończenie. Nie chciałam opuszczać tego świata. Także epilog nie był sceną dokładnie zaplanowaną, miejscami wręcz nie znajdowałam przyjemności w pisaniu go. Dlatego była to chyba najdłuższa przerwa od jednej publikacji do drugiej – za co Was przepraszam, ale myślę, że poprzedni rozdział zapada w pamięć i nikt nie zapomniał, jaki problem został w nim poruszony.

Pewnie wypadałoby porównać to opowiadanie do poprzednich moich dokonań. Lubię bardzo: cały wątek z Łuką, oraz Karelem, i opętanie Lary. Chyba wolę te sceny niż pojedyncze wyrwane z laras-story, ale tamto wypada dla mnie najlepiej jako całokształt. Wolę zdecydowanie tę wersję niż pierwsze TRAoD 2. Co Wy o tym sądzicie?
  
Jeszcze coś o nowym blogu. Jak na razie pracuje mi się tu bardzo dobrze, nic się nie zacina, nie publikuje niepoprawnie ani z opóźnieniem, menu nie jest trudne w obsłudze. Więc aż żałuję, że nie przeszłam tu wcześniej!

Co do wystroju – opowiadanie kojarzy mi się z jesienią, bo najchętniej wtedy je pisałam. A jesień to brąz. A brąz to sepia… Nagle wpadł mi do głowy pomysł, by utworzyć taki nagłówek – jest przetworzeniem okładki filmu Bracia, jednego z moich ulubionych. Po raz pierwszy wzięłam się za „poważną” pracę w GIMPie (napis, ramka, balans kolorów) i jestem z niej dumna!

Kończąc tę przedłużającą się, jak zawsze w moim przypadku, przemowę, na pytanie: „czy nadal będziesz pisać?” odpowiadam: „jak mogłaby to rzucić?” Kwestią sporną pozostaje publikacja – nie pokażę światu  bowiem nic, póki nie upewnię się, że jest to odpowiednia droga i powieść na pewno zostanie skończona. Ze względu na własne sumienie oraz dla dobra czytelników. Pisze mi się dość opornie, mam tylko wyrywki pomysłów, a to nie rokuje dobrze. Powstaje obecnie nowe opowiadanie, TRAoD 3, o odmiennym nieco kształcie niż dotychczasowe. To rodzaj eksperymentu. Pojawia się Łuka i całe mnóstwo nowych postaci. Ostatnio zainteresowały mnie aspekty psychologiczne postaci. 

Wreszcie: podziękowania!
Dziękuję wszystkim, którzy są ze mną – zarówno tym., którzy od samego początku czytają, jak i tym, którzy dołączyli podczas publikacji tego opowiadania. Mniejsze podziękowania dla tych,. którzy wciąż wchodzą, ale nie komentują (nadal uważam to za rodzaj zniewagi). 
Szczególnie dziękuję Pati-Ann, która zawsze motywuje mnie od publikacji i słucha moich narzekań. Oraz M. Croft i Lilce - nie rozmawiamy za dużo, ale wiem, że zawsze jesteście przy mnie. :)

Chyba tyle. Widzimy się, mam nadzieję, na TRAoD 3.
Jeszcze raz dzięki i do zobaczenia!

PS: Jakby kogoś ominęło, to poniżej znajduje się epilog :) trochę mało widoczny, ale świeżo opublikowany

Epilog




            Epilog
            Lara siedziała w kuchni – tej samej, która teraz nasuwała wspomnienia kilku chwil.
Nie potrafiła ocenić, z jakiego powodu zalała ją wtedy fala gorąca. Zapewne ze złości. Oszukiwała tak samą siebie, aż wreszcie uznała za durne, że w tylu filmach pojawia się ten motyw głównych bohaterów, nie mogących się do siebie zbliżyć z takich a innych powodów, jest po prostu oklepany. I może w filmie ma odpowiednio patetyczny nastrój, w prawdziwym życiu jednak powoduje tylko rozgoryczenie.
            - Sama stwarzam sobie problemy – stwierdziła na głos. Zabrzmiało to wyjątkowo stanowczo.
            Ledwie parę sekund później do pomieszczenia wkroczył zastępca kamerdynera. Croft miała go dość, jeszcze zanim się tu zjawił.
            - Pan Trent przybył – oznajmił. Jako niedoświadczony służący, nie do końca potrafił przekazywać informacje neutralnym tonem, dlatego jego pracodawczyni wyczuła komunikat „Czemu nie było go cały tydzień?” A może po prostu stawała się przewrażliwiona.
            - Dziękuję. Przekaż, że… - Sama nie wiedziała, jaką podjąć decyzję. Wreszcie postanowiła uzależnić ją od odpowiedzi lokaja, ażeby w razie czego było na kogo zrzucić winę za niewypał. – Czy myślisz, że przeznaczenie przychodzi ot tak, że wszystko powinno iść jak po maśle, jeśli tak ma być?
            Młody mężczyzna widocznie był zaskoczony tym pytaniem. Po chwili namysłu zawyrokował:
            - Nigdy nie idzie jak z płatka, chyba że coś, na czym nam naprawdę nie zależy. To, co ważne, jest trudne, i trzeba o to walczyć. Tak myślę. A co odpowiedzieć panu Trentowi?
            Przy tak jednoznacznej odpowiedzi, i decyzja Lary była przesądzona.
            - Już do niego idę.
            Wraz ze służącym udała się do salonu.
            Nigdy nie udało się jej wykorzenić irytującego zwyczaju zastępcy Winstona. Chłopak zawsze oznajmiał głośno i wzniośle „Lady Lara Croft!”, nim kobieta znalazła się w pokoju, gdzie oczekiwał na nią gość. Nieco zażenowana wkroczyła do salonu po tej zapowiedzi. Tam, zgodnie ze słowami kamerdynera, czekał na nią Kurtis.
Lara rzuciła mu przelotne spojrzenie. Przyszedł pewnie omówić ważną sprawę, ale ta prezentacja wyraźnie go rozbawiła. Nie potrafiła znieść jego spojrzenia, tym bardziej, że jej nie było do śmiechu.  
 Służący wyszedł.
- Mam nadzieję, że poprawiło ci to humor – wymknęło się jej. A obiecała sobie nie ironizować! Odwróciła wzrok.
Kurtis natychmiast się najeżył, gotowy do ataku, ale póki co stał spokojnie.
- Nie myśl, że cię nachodzę, albo że będę cię przekonywał. Wszyscy członkowie zmartwili się na wieść o twojej rezygnacji…
- Nie wszyscy, paru na pewno bym uszczęśliwiła. I nie, na pewno nie przyszedłeś mi nic udowadniać. Chyba paradoksalnie zestawiłeś ze sobą dwa zdania. Nie wzbudzaj we mnie poczucia żalu, bo….
- Tak, wiem, nic nie wskóram – wszedł jej w słowo. Teraz i on wpatrzył się w portret nad kominkiem.
- … bo nic nie wskórasz. Zostaję.
Znów na nią spojrzał i przekonał się, że ona także się w niego wpatruje.
- Podjęłam błędną decyzję nie za pierwszym, tylko za drugim razem. Ale to nie miała być kara.
            Lara mówiła, a on podchodził coraz bliżej. Patrzył na nią z niedowierzaniem. Kobieta nagle zaczęła wyrzucać z siebie wszystko.
            - Masz rację, teraz widzę go wszędzie, ale to choroba, tak? Chyba nie wynaleźli na to żadnych pastylek. Jak mogę oswoić się z lękiem inaczej, niż przekonując się, że to urojony strach? To coś między schizofrenią a fobią. Ale nie mam prawa wątpić, spróbuję więc… więc…
            Może nie miała nic więcej do powiedzenia, albo próbowała na siłę zapełnić ciszę, albo usiłowała nie dopuścić do słowa Kurtisa, który teraz stał w odległości pół metra od niej. Nic nie zmienia faktu, że nagle zabrakło jej słów.
            - Ty spróbujesz, czy spróbujemy oboje? – zapytał Trent.
            - No, my spróbujemy…
            Wyciągnął rękę w jej kierunku, ale Lara odsunęła się. Miała podejrzanie lśniące oczy.
            - Bez czułości proszę, dobrze? – poprosiła tonem, który zapewne uchodzić miał za pełen chłodu. W rzeczywistości jej głos załamał się znacznie.
            Zanim Kurtis zdążył odpowiedzieć „jasne”, ona zdążyła złamać własny nakaz – zrobić dwa kroki w jego stronę i wtulić się w niego. Szybko ochłonął z wrażenia i odwzajemnił uścisk. Lara trzęsła się lekko – od niepohamowanego płaczu. Taktownie udawał, że tego nie zauważa, i oznajmił tuż koło jej ucha:
            - A tak w ogóle: nikt nie cieszył się z twojego odejścia. Nie powiedziałem nikomu, że zrezygnowałaś.
            Zadrżała gwałtowniej, tym razem ze śmiechu. Odrzekła:
            - Wiem. Naiwnie liczyłeś, że nie odejdę.
            - „Naiwnie” ma zbyt negatywny wydźwięk. A ja tu się nie pomyliłem.
            - Będziesz się czepiać nawet w tak dramatycznej chwili? – zaśmiała się jeszcze raz przez łzy.
            - Myślę, że czekają nas większe problemy niż moje czepialstwo.
            Niestety, nie mylił się.   

piątek, 21 grudnia 2012

Rozdział 21

Bezapelacyjnie polecam do słuchania podczas lektury dzieło mego lubego kompozytora filmowego (z replayem): Laura’s theme

Rozdział 21: Bez tytułu
            Larai Kurtis siedzieli przy kuchennym stole w Croft Manor. Nowy przywódca LuxVeritatis oraz jego podwładna próbowali wyjaśnić sobie kilka spraw. Nie było nato wcześniej czasu, bo spotkania na Strahovie rozciągnęły się, a do tego byłybardzo intensywne. Poza tym Kurtis pracował niemal cały czas, by rozwiązywaćwszelkie problemy organizacyjne i udzielać wskazówek, dotyczących przebudowyStrahova. Nie usunięto wszystkich oznak działalności Kabały, zachowano naprzykład niesamowite twory ze strefy biologicznej oraz piękną reprezentacyjnączęść i kompleksy sypialne. Planowano między innymi odrestaurowanie KryptyTrofeów, która miała stać się miejscem kultu założycieli Zakonu Światła.
            -Podejrzewałam, że coś jest z tobą nie tak… podczas podróży promem i jużwcześniej – oznajmiła Croft. – Przemknęło mi parę razy przez myśl, że Karelznów podszywa się pod ciebie. Ale byłam pewna, że zwariowałam. Dopóki nagle„ty” nie zabiłeś Katji. Przynajmniej miałam pewność, że nie wolno ufać.Prawdziwy Sanglif… Karel zmusił mnie, bym mu go przyniosła, dopiero później.Ale nigdy nie prosił o Wodę Oczyszczenia.
            - Wiem –odpowiedział Kurtis. – Jegor, to ten, którego odwiedziliście w Petersburgu,wszystko mi opowiedział. Ale to nie miało znaczenia, bo takie coś nigdy nieistniało.
            Wytrzeszczyłaoczy ze zdziwienia.
            - Jakto?
            - Tobyła tylko legenda, krążąca wśród Kabały. Puszczono ją w obieg wiele lat temu,Lux Veritatis też o niej wiedziało. Mieliśmy nadzieję, że w ten sposóbodwrócimy jakoś uwagę Eckhardta od poszukiwania Malowideł. 
            - Aleprzecież… ja wzięłam Wodę z tego kościoła…
            - Tozwykłe wino mszalne.
            - … apotem wszystko się zawaliło.
            - Tobyło zmyła. Każdy zakonowiec miał odesłać szukającego Wody właśnie tam. Byłowiadomo, że to wróg. Uruchomienie mechanizmu uaktywniło zabezpieczenie.Pierwotnie Eckhardt miał tam przybyć z całym oddziałem. Śmiertelni zostalibypogrzebani pod gruzami, a osłabiony Eckhardt dostałby się w nasze ręce.
            -Rozumiem. A Karel o tym nie wiedział?
            - Nieprosił cię potem o przyniesienie tej broni. Chyba wiedział. Podejrzewam, że tobył tylko pretekst, tak jak i długa podróż promem. Chciał zyskać twojezaufanie.
            - Napromie parę rzeczy poszło  źle, ale…chyba bardzo zależało mu na mnie – stwierdziła nagle i spojrzała gdzieś w bok.
            - Ponoćod lat szukał sojusznika wśród śmiertelnych. Nie wiemy, czemu jego wybór padłna ciebie.
            -Zabiłam Eckhardta – oznajmiła. – Ale musiał śledzić mnie już wcześniej, bowiedział o moich kontaktach z Bouchardem, Luddickiem i tobą.
            -Dokładnie tak. A wracając do Jegora –od razu domyślił się, że coś jest nie tak,skoro ja – albo ktoś identyczny jak ja – pyta o nieistniejącą broń. Ale dopieropo jakimś czasie poinformował resztę zakonu. Możliwe, że gdyby wcześniej sięzdecydował… nie doszłoby do tego… opętania.
             Na chwilę zapadło milczenia. Opętanie i dni,kiedy Croft była całkowicie zapatrzona w Karela, stały się tematem tabu.
            Ta ciszabyła bardzo krępująca. Lara spojrzała znów na Trenta i, byle coś powiedzieć,stwierdziła:
            - Awięc… Karel zamienił się ostatecznie z tobą… w tę noc, kiedy śnił mi siękoszmar?
            Uświadomiłasobie, że poruszyła kolejny zakazany temat.
            - Tak –odpowiedział, choć także czuł, że wkracza na niepewny grunt. – Chyba oddłuższego czasu tam na mnie czekał. Ale… już teraz rozumiem cały ten sen.    
            -Chirugai – jasne, ja cię prowadzę. Potem znikam, choć wydaje ci się, że paręosób   – w tym ja – jest obok. Cały czasKarel nas obserwował. Ten tor przeszkód – to cały wysiłek włożony w walkę, choćmoże nie do końca, bo przecież Woda nie istniała… ale liczą się intencje.Groby, które tworzą schody – to oni musieli zginąć, byśmy wreszcie moglipokonać Kabałę. A biała sukienka… to to, co oddałaś Karelowi. Swoje… ciało.
            I w ten sposób oba zakazane,osobiste tematy zostały połączone w jednej wypowiedzi. Skrępowana Lara wstałaod stołu, byle nie musieć patrzeć na rozmówcę.
            - Tak, wiem. A ja dałam tę cząstkęrozszarpać. I już nie jestem taka sama, jak byłam i tak dalej – mruknęłaniezadowolona.
            Opierała się o blat kuchenny, alestwierdziła, że musi wreszcie czymś się zająć. Wyjęła więc deskę do krojenia,nóż i bochen chleba. Wzięła się za robienie kanapek.
            - Nie mówmy o tym, dobrze? – rzekłasurowo.
            - Nie, to ważne! – zaprzeczyłgwałtownie Kurtis i nagle w przestronnej, staroświeckiej kuchni powietrzezafalowało od nadmiaru emocji.
            - Nie, to nie jest wcale ważne! Tojest prywatna sprawa! Moja i tylko moja!
            Ze złości, tnąc pieczywo, sama skaleczyłasię w palec.
            - Pozwól mi… – zaczął Trent,zrywając się z krzesła.
            - Nie!!!
            Natychmiast przypomniała sobie scenęw praskim motelu: zranioną dłoń i usta na niej. I ten straszliwy sen z głosemvon Croya, i Kurtisem i Karelem zarazem w ciemności.
            Chłopakowi chyba też nasunęło się wspomnieniez motelu, bo powiedział uspokajająco:
            - Nie wiem, kim był ten facet przedemną ani co ci zrobił, ale przysięgam, że ja bym nigdy…
            - Jasne, zawsze przysięgacie –burknęła, rzuciła mu spojrzenie przez ramię i dodała z wyrzutem i gniewem: -Ależ wy wszyscy nic nie rozumiecie! Wszystko sprowadza się do jednego! Tu niechodzi o jakiegoś tam faceta! Tylko o Wernera, który zastąpił mi ojca, którywmieszał mnie w to wszystko, a przedtem w Egipcie… w Egipcie…
            Raz pociągnęła nosem, przetarłatwarz wierzchem dłoni i wróciła do krojenia chleba. Kilka kromek posmarowałamasłem i położyła na nich jakieś sery i wędliny. Zadzwonił telefon komórkowy.Odebrała niemal od razu.
            - Tak? – mówiła do słuchawki, nieprzerywając roboty. – Tak, o co chodzi? Naprawdę? To wspaniale. Sama muszęjutro wyjechać, ale wyślę szofera. Nie będzie problemów z dokumentami?Świetnie. Dziękuję za informację.
            Rozłączyła się i położyła telefon nablacie.
            - Winston wraca jutro – oznajmiła znadmiarem wesołości w głosie. – Ale przecież musimy jutro wyjechać, więcpomyślałam…
            Kurtis jednak nie pozwolił tak łatwozmienić tematu.
            - Kocham cię – powiedział bardzogłośno.
            Przestała zajmować sięprzygotowywaniem posiłku. Przymknęła oczy, odetchnęła głęboko dwa razy ipoinformowała sucho:
            - Nie ty pierwszy.
            - Nie takiej odpowiedzi sięspodziewałem – stwierdził i powtórzył: – Kocham cię.
            - No to czego się spodziewasz? Żezaleję się łzami? Albo wyznam to samo? No co mam zrobić?! Udawać, że nic niesłyszałam? Tak, tak właśnie zróbmy. Załóżmy, że tego było.
-Ale to było i będzie. Za dużo spraw ignorujesz!
-I dobrze na tym wychodzę – stwierdziła tonem, kończącym temat.
-Do jasnej cholery, spójrz na mnie wreszcie!
Odwróciłasię. Uspokoiła się nieco, gdy zauważyła, że wciąż dzieli ich spory dystans.
-Przyznaj – prawie wykrzyczał Trent – że działaś na rzecz Zakonu, bo ja byłemdla ciebie ważny!
-Nie. Chciałam już zakończyć raz na zawsze sprawę z Karelem.
-Tak? I dlatego wstąpiłaś do Lux Veritatis?!
-Nie wiem, czemu to zrobiłam. Chyba byłam zbyt zamroczona po tym całym opętaniu…Chcę złożyć rezygnację.
            - Chcesz mnie ukarać? Za to, żeodważyłem się to powiedzieć? Miałem udawać, że nic nie ma? Być może nawet przezkilkadziesiąt lat toczylibyśmy tę grę, gdybyśmy widzieli się w zakonie?
            - To nie żadna kara – odparła twardoi chłodno. – To była moja pochopna decyzja.
            - Nic cię nie obchodzi, ile mogłabyśzrobić pracując z nami? Nawet – ile sama byś zyskała? Wysyłalibyśmy cię…
            - Ja pracuję w pojedynkę! –zawołała. Lód stopniał w ciągu kilku chwil. – Naprawdę chcesz wiedzieć, czemusię wycofuję? Bo nienawidzę ludzi, nie ufam im! A nawet jeśli już popełnię tenbłąd, muszę nie czuć, żeby nie bolało…I właśnie za to jestem wdzięcznaniebiosom, że zesłały mi tę całą historię z Kabałą i z Karelem – żeprzypomniały mi, że nie wolno ufać, właśnie, gdy zaczynałam… Ale nie, tonieważne. Myśl o mnie dalej jak o egoistce, bo i tak nie zrozumiesz. 
            Znów się uspokoiła. Stała, opierającsię o szafkę. Na zewnątrz było ciemno, w kuchni paliło się światło – Croftwidziała swoje odbicie w szybie okna przed sobą. W nim też dostrzegła, żeKurtis powoli podchodzi. Po chwili ujrzała jego ręce nie tylko w okiennymodbiciu – oparł dłonie o blat kuchennej szafki. Stał tuż za nią, przytulony dojej pleców. Nie mogła się wyrwać, ani nawet odrzucić w tył głowy, gdy zacząłcałować jej szyję – i za nic nie potrafiła zapanować nad przyspieszonymoddechem i rozszalałym tętnem.
            - Chyba w wielu kwestiach próbowałaśnas oboje oszukać – stwierdził. Czuła ciepły powiew przy swoim uchu, gdy mówił,i ta kolejna oznaka bliskości jeszcze bardziej wyprowadzała ją z równowagi. – Nieczujesz, tak? A to? Nic?
            Palcamidotknął przegubu jej ręki. Pod skórą bez trudu dało się wyczuć przyśpieszony imocny rytm.
            Powiódł ręką w górę, na wysokośćłokcia, obie dłonie przeniósł na jej brzuchu. Zataczał nimi coraz szerszekręgi, wbijając się palcami w skórę.
            - Karela nie ma – wyszeptał obok jejucha. – Wiemy, że on był… zły. Nie ufasz nieodpowiednim ludziom. Nie ja cięoszukałem. Czemu ciągle wierzysz Kurtisowi-Karelowi, zamiast zauważyć… poprostu mnie?
            „Bo wystarczyło, że wyglądał jak ty,a ja się dałam nabrać. To oznacza, że cię nie znam zbyt dobrze. A skoro nie… tomożesz być z tych, którzy potrafią zranić najmocniej.”
            - Nie oszukam cię – zapewniał dalejTrent.
            Spojrzała w odbicie w szybie. Kurtisnadal całował jej szyję… nie, nie Kurtis… ciemniejsze włosy, mniejrozczochrane… Łuka? A może to Werner teraz opiekuńczo bierze jej dłoń iprzekonuje, że jest godny zaufania?
            Bała się za bardzo, że kolejnymodbiciem będzie Karel. Chciała się wyrwać, Kurtis trzymał ją mocno. Chwyciłanóż. Trent zauważył broń, dopiero gdy zimne ostrze dotknęło jego dłoni, alepowiedział:
            - Ufam, że tego nie zrobisz.
            Croft wahała się chwilę. Rozluźniłauścisk. Spojrzała jeszcze raz w odbicie. Właściwie nie chciała tego robić, alezdawało się to jedyną szansą na uwolnienie. By przekonać samą siebie, że możetak zrobić, wbiła nóż w dłoń chłopaka. Trent natychmiast od niej odskoczył. Jużwtedy Lara czuła tęsknotę za tą niesamowitą bliskością. I ta świadomośćzależności od innej – obcej – osoby uświadamiała jej, że jest tylkoczłowiekiem… i że kiedyś będzie musiała zaufać.
            Kurtis patrzył na nią oniemiały.
            - Nie mam siły z tobą walczyć –oznajmił, trzymając się za krwawiącą dłoń. – Chyba nawet nie powinienem czekać,bo może ty coś zyskasz, a ja tylko to… – machnął znacząco skaleczoną ręką iwyszedł.
            Po głowie bezlitośnie obijały sięjej słowa i obrazy – pomieszane niczym w tym pamiętnym koszmarze. Co zrobiłbyWerner? Nie zaufałby. Ale von Croy – po tym wszystkim, ze swoim zimnymwyrachowaniem, z egoizmem – nagle przestał być dla niej przykładem.
            Wybiegła z kuchni, przemknęła przezkorytarz, do salonu. Tam zastępca Winstona udzielił jej informacji, że panTrent opuścił dom.
            - A powinienem był go zatrzymać? –zaniepokoił się służący.
            Gdyby mu zależało… gdyby było imprzeznaczone…
            - Nie, widocznie, tak miało być –powiedziała Lara.